Wkrótce stanęli na miejscu i po pniu
ściętego drzewa opuścili się w głąb skalnej rozpadliny. Na zaklęcia czytane z
czarnej księgi otwierały się przed nimi kolejne ściany, ustąpił z drogi
straszny, czarny brytan o piekielnym spojrzeniu zielonych ślepi, rozwarły się
potężne spiżowe podwoje. Weszli do ogromnej sali, w której leżały stosy złota.
Wszyscy napełnili nim swoje sakwy podróżne, zachowując cały czas grobowe
milczenie, gdy wtem przerażony Wymertałek spostrzegł jakąś postać ludzką.
Człowiek ten siedział z głową wspartą na ręce i spał. Flandryjczyk z czarną
księgą w ręku nakazał milczenie groźnym gestem i wyprowadził wszystkich z
powrotem na powierzchnię tą samą drogą, którą przybyli. – Dziękujemy ci chłopcze! – rzekł jeden z Flandryjczyków – nie
wracaj tu już nigdy, bo mógłby cię spotkać taki los, jak owego śpiącego w
podziemiach. Nie obudzi się on już nigdy, bo nie znał zaklęć, które by mu mogły
zapewnić bezpieczny powrót. Nie zabieraj też złota, które wyniosłeś z podziemi.
To zaczarowany skarb i nie przyniósłby ci szczęścia. Ale za swoje zasługi
dostaniesz od nas trzysta dukatów. Więcej nie mamy z sobą, ale mniemam, że
wystarczą one do końca życia tobie i twoim bliskim.
To rzekłszy Flandryjczyk wziął od Wymertałka złoto, dał mu
pieniądze, a następnie wraz z dwoma towarzyszami usiadł na płaszczu, który
uniósł się w przestworza. Wkrótce też zniknęli z oczu zdumionego młynarczyka.
Jakub nie był chciwy. Suma, którą
otrzymał, wystarczyła mu w zupełności. Wrócił do rodzinnej wioski, ożenił się z
Hanką i żył długo i szczęśliwie. Wkrótce przekonał się też, że zapłata
Flandryjczyków była hojniejsza niż przypuszczał: otrzymane pieniądze miały taką
właściwość, że w ten lub inny sposób zawsze do niego wracały. I to w tej
legendzie jest najprawdziwsze, zważywszy, że jej bohater był człowiekiem
energicznym i pracowitym. Prawdą jest także i to, że rzeczywiście w XIII w.
Flandryjczycy zostali sprowadzeni na Dolny Śląsk ze swej ojczyzny Flandrii
(dziś w granicach Belgii, Francji i Holandii), ale nie po to, by szukać złota –
choć w owych i nie tylko w owych czasach trudnił się tym każdy kto mógł – lecz
by podnieść kunszt tkactwa na Śląsku.