Pewnego jesiennego dnia obaj mężczyźni
znużeni polowaniem odpoczywali w oświetlonej łuczywem sali rycerskiej, racząc
się obficie miodem. Starszego wiekiem władcę zmorzył głęboki sen. Raptem silny
powiew jesiennego wiatru wyważył okno, zdmuchnął płomień łuczywa i strącił
wiszący na ścianie sztylet. Stalową klingę rozjarzył na chwilę zimny blask księżyca,
który w tej chwili ukazał się spoza czarnej zasłony pędzonych wiatrem chmur.
Ręce obojga młodych spotkały się na rękojeści sztyletu. Wyrok zapadł. Wykonała
go kobieta. Wkrótce została żoną młodego rycerza. Ich pożycie nie mogło jednak
być szczęśliwe. Trapieni wyrzutami sumienia trwonili czas i zawartość zamkowego
skarbca na zabawy i hulanki, szukając w nich zapomnienia. Młodemu panu po
niedługim czasie znudziła się żona. Zatęsknił za wolnością, ale nie chciał też
wyrzec się uzyskanego przez małżeństwo bogactwa. Z sercem przebitym tym samym
sztyletem skonała piękna pani zamku Homole. Młody władca zaczął teraz napadać
na przejeżdżających traktem kupców, niewoląc ich żony i córki; zamek Homole
stał się siedzibą rycerzy rozbójników. Dwa razy w roku, w rocznicę owych
wydarzeń, o północy biała postać pięknej damy podąża stromą ścieżką ku ruinom
zamku...Minęło sto lat od tych tragicznych dni. Którejś nocy pewien
biedny drwal poszedł do lasu, aby znaleźć jakieś pożywienie dla swych
głodujących dzieci. Nagle natknął się na białą damę, która słodkim głosem w
całym blasku swej nieziemskiej urody zaczęła go błagać, aby ulitował się nad
nią i zdjął z niej czar. Tylko raz na sto lat bowiem przez siedem dni mógł ją
ktoś odczarować, a termin ten miał właśnie upłynąć pojutrze.
– Jeśli zechcesz mnie odczarować – mówiła
– pojawię ci się jeszcze jutro, ale nie taka jak dziś, lecz w postaci ohydnej
żmii z pękiem kluczy w pysku. Nie bój się jednak, owa żmija nie będzie miała
mocy czynienia zła komukolwiek. Zabij gada i odbierz mu klucze, a będę wyzwolona.
Drwal oczarowany piękną zjawą zgodził się. Ale nazajutrz,
gdy w tym miejscu rzeczywiście zobaczył straszną żmiję sunącą ku niemu,
opuściła go odwaga i uciekł. Pani Lewińskiego zamku była skazana na dalsze sto
lat pokuty. Podobno po tych stu latach znalazł się jednak jakiś odważny
człowiek, który celnym ciosem sztyletu zabił żmiję i wyrwał jej klucze z pyska.
Ciało gada rozsypało się w proch, a z prochu uleciał w niebo śnieżnobiały gołąb
– dusza nieszczęśliwej pokutnicy. Zostawione klucze otworzyły śmiałkowi podziemia
zamku, gdzie znalazł niezmierne skarby. Oszołomiony ich widokiem biedak nabrał
do torby trochę najcenniejszych klejnotów, obiecując sobie wrócić potem po
resztę, ale w podnieceniu zgubił owe czarodziejskie klucze wyrwane żmii i nigdy
już nie zdołał trafić do miejsca, gdzie znajdowało się wejście do podziemi. Ale
i ta cząstka, którą zdołał wynieść, uczyniła go bogatym na całe życie.
Wieść niesie, że skarby pani Lewińskiego Zamku mogą być
jeszcze przez kogoś odnalezione, gdyż w pobliskim lesie leży ukryty sztylet,
który dwa razy służył jednemu z małżonków do zgładzenia drugiego. Gdy ktoś
znajdzie ów sztylet, przemieni się on w klucz, który otworzy szczęśliwcowi
przejście do podziemi wypełnionych skarbami.
W końcu legendy autor użył zwrotu „Lewiński
Zamek” ale chodzi tu o ten sam zamek Homole.